|
|
|
Witamy w serwisie poetycki.net
Znajdziecie tu wiersze, poematy i liryki zarówno autorów, którzy na stałe zapisali się złotymi zgłoskami w historii polskiej literatury, jak również próbkę twórczości autorów mało znanych, często dopiero rozpoczynających swoją podróż do wnętrza duszy.
Mamy nadzieję, że wiersze zaprezentowane tutaj staną się dla każdego z nas pewną odskocznią od rzeczywistości.
Bez odpowiedzi
Autor: Asnyk Adam
Tytuł: Bez odpowiedzi
Wyświetleń: 393
Nie znali nigdy, co to jest dostatek,
Lecz znali tylko - co trud i potrzeba;
Nieraz im brak?o mleka w piersiach matek,
Nieraz im brak?o na zagonach chleba...
Nie znali nigdy tej pomy?lnej doli,
W której bez troski o jutrzejsz? straw?
Duch ludzki, z mroku budz?c si? powoli,
Na ?wiat?o oczy otwiera ciekawe,
Gdy? od kolebki czatowa?a bieda,
Co duszy dziecka rozwin?? si? nie da.
Los im posk?pi? wszystkich swoich darów
I da? im ?rodków do walki za ma?o.
Prócz ?ycia trudów i ?ycia ci??arów,
Jedno im prawo - do ?ycia zosta?o.
Jednak znosili sw? n?dz? cierpliwie,
Jako istnienia warunek niezmienny;
Marz?c o przysz?ym a bogatszym ?niwie
Zapominali o trosce codziennej,
??daj?c w zamian za prac? mozoln?,
By im wraz z dzie?mi wy?y? by?o wolno.
Lecz teraz pró?ne wszelkie wysilenia!
?adna wytrwa?o?? zbawi? ich nie mo?e:
G?ód - cia?a w ?ywe szkielety zamienia,
K?ad?c w ciemno?ciach na zmro?one ?o?e.
Dzi? nie o syto??, lecz o ?ywot idzie,
Gdy? to nie zwyk?ej n?dzy widmo blade,
Lecz ?mier? g?odowa w ca?ej swej ohydzie
Tysi?com rodzin zwiastuje zag?ad?;
W zimowej nocy wchodzi w ich mieszkania,
Przynosz?c m?ki wolnego konania.
To ?mier? g?odowa! Przy zgas?ym ognisku
Zasiada wlok?c ca?un lodowaty
I matkom dzieci porywa z u?cisku,
I nagie trupy zostawia w?ród chaty,
I kroczy dalej w upiora postaci
Rozpo?cieraj?c gor?czkowe dreszcze...
A zmar?y wstaje, by zabija? braci,
Za krzywdy swoje mszcz?c si? w grobie jeszcze,
I rozszerzaj?c zara?liwe tchnienia
Idzie do ludzi przemawia? sumienia.
A ci, co jeszcze w?ród mogi? zostali,
Aby ogl?da? m?czarnie swych rodzin,
Trawieni ogniem, co wn?trzno?ci pali,
Mierz? ostatek uchodz?cych godzin
I patrz? w otch?a?... szukaj?c gdzie? na dnie
Nie uchwyconej ocalenia mocy.
Ale my?l w pró?ni kr?ci si? bezw?adnie
I ga?nie w g?uchej odr?twienia nocy...
I nic nie mog?c odnale??, n?dzarze,
Chyl? z rozpacz? wychudzone twarze.
Wiedz?, ?e wsz?dzie ta sama doko?a
G?odowej ?mierci konieczno?? straszliwa,
?e brat ratunku udzieli? nie zdo?a,
Bo sam go teraz daremnie przyzywa.
Wi?c milcz? - patrz? na ?niegu pos?anie,
S?uchaj? wiatru ?a?obnego wycia
I w ciemno?? smutne rzucaj? pytanie:
Gdzie jest ich prawo naj?wi?tsze do ?ycia?
Czemu s? na ?mier? skazani i za co,
Gdy na chleb ci??k? zarabiali prac??
Kto im odpowie na ten wykrzyk g?uchy?
Ludzko?? zostanie w odpowiedzi d?u?n?,
Bo cho? szlachetne porusz? si? duchy
I mi?osierdzie pospieszy z ja?mu?n?,
Rzucone wsparcie nie rozstrzygnie w niczem
I w niczym ciemnych pyta? nie roz?wieci,
I ziemia dalej z sfinksowym obliczem
B?dzie po?era? pracuj?ce dzieci,
A ludzko?? b?dzie roztrz?sa?, ciekawa,
Ten zgrzyt w harmonii spo?ecznego prawa.
--
Publikacja pobrana z serwisu www.poema.art.pl
|