|
|
|
Witamy w serwisie poetycki.net
Znajdziecie tu wiersze, poematy i liryki zarówno autorów, którzy na stałe zapisali się złotymi zgłoskami w historii polskiej literatury, jak również próbkę twórczości autorów mało znanych, często dopiero rozpoczynających swoją podróż do wnętrza duszy.
Mamy nadzieję, że wiersze zaprezentowane tutaj staną się dla każdego z nas pewną odskocznią od rzeczywistości.
Do potomnego
Jestem jak ty zapewne: nisko,
a jeszcze ni?ej ?d?b?o i kret.
Niebo ró?ow? idzie kresk?
i na papierze zgina brew;
krzes?o pode mn?, dachu j?zor
sp?ywa ceglasty, d?onie czyni
podobne nocy. S? godziny,
?e martwe palce cicho le??
jak gdyby ?pi?c, uwierzy? trzeba,
?e obraz ten to na powietrzu
odbicie ptaka albo drzewa
i tylko cie? sp?owia?y z wierzchu
przemawia za mnie. Oto ?wiat,
w którym struchla?ym krokiem mierz?
ziemi? kulist? pono?. Maszt
gwia?dzisty noc? skrzypi rzewnie
i w górze jest jak czujne zwierz?,
co martwym okiem liczy czas.
Niewiele wiem jak ty zapewne:
rzeka przep?ywa miastem moim,
a nad ni? z br?zu posta? stoi
i domy z prawej, domy z lewej,
w których o twarzach nam podobnych
w po?cielach le??, oczy mru??
ludzie znu?eni jak ob?oki
w sen zapatrzeni niby w lustro.
Lecz inny dzie?: zgie?kliw? mow?
pchaj? lot ptaka, je?li czasem
odwa?y si? i skrzyd?em bosym
dotknie tej ziemi. Wci?? miarowo
nosz? swe r?ce zaci?ni?te
przy cia?ach sennych i nad g?ow?
nie widz?c planet nieforemnych
depc? ro?liny bardzo pi?kne,
odmienne kszta?tem od fal ziemi.
Niewiele rzeczy martwych znam:
w mie?cie jest ogród barwnych lamp,
?wiergoce tr?bka, tramwaj syczy
i w salach pe?nych ?wiate? ró?nych
pieni si? jad?o tajemnicze
i b?yska metal g?o?nych muzyk.
S? ?wiaty dwa i znasz je tak?e:
wystarczy rz?s? oczy przykry?,
a wida? t?o b??kitne, gwiazd?
wysoko na nim, ruch zieleni
nad tajemniczym ptaków krzykiem.
Wi?c cia?em rosn?c jak korzeniem
przystajesz nad kraw?dzi? jawy
i ruszasz warg?, jakby? ?piewa?,
a milczysz przecie?, serce wa?ysz
mi?o?ci pe?ne i zdziwienia.
Jak ?atwo w ?wiecie tym ogarn??
potrafi? ciebie, s?owo s?ysz?,
jak s?yszysz ty, gdy ciemn? warg?
sp?ywa wysokie i ogniste.
Bez nieba jest królestwo drugie,
które wyda?o mnie i g?os.
Naftowe wie?e srebrnym ?ukiem
b?yskaj? tutaj, fabryk ?a?cuch
o wie?ach sztywnych jak o palcach
przeciera chmury. Niby kos
na prostych torach poci?g gwi?d?e
i czesze senn?, lekk? grzyw?
na drutach silnych. Gdy popatrz?,
jak dym przewija si? i pasma
ob?oków gin? w trawach krótkich,
to jest jak w ?nie, gdy r?ka ruchem
niewiedzy pe?nym obok szuka,
kiedy za oknem jak ampu?ka
?wieci latarnia. Ciemne brwi
uchodz? wtedy jak jaskó?ka
i cia?o ci?gle nieruchome
jest jak ciosany noc? p?omie?
w z?udzeniu tym.
Jedna jest ziemia, która niesie
ciebie i mnie, i jedna m?odo??;
w niej nauczony l?ku - pi??ci
wznios?em krn?brne ponad g?ow?
i w szcz?k ?elaza zas?uchany
mija?em dzie? po dniu jak krzy?e
jak ty - podniesiesz na mnie kamie?
lub rzucisz z wzgard? ziemi grud?.
Kocha?em tak jak ty zapewne,
ale mi serca dano sk?po
na mi?o?? moj? niepotrzebn?,
bowiem stawa?y nad epok?,
której imiona dajesz teraz
olbrzymia ?mier? i przera?enie.
Nie ?ebym ul?k? si? lub p?aka?,
nie ?ebym czeka? ju? skazany
na trwa?o?? kruch? - szukam w gwiazdach
zarysu twego. Mi?dzy nami
jak d?onie dwie z??czone s?
pami?ci nasze i mi?o?ci,
a jeden tylko wspólny dom,
który nade mn? w tobie ro?nie.
Pisz? -jak grabarz dó? wybiera
na cia?a bezruch, d?oni rozpacz
i s?owo ma?e staje nieraz
jak krzy? lub wieniec. Je?li zosta?
dane mu b?dzie - r?ka twoja
otworzy je i sercem spe?ni,
a czas, co m?odo?? ku jesieni
przechyla twardo - twarz wywo?a
kamienn? ju? i nocn? wiecznie.
I teraz noc. Dalekie niebo
jaskrawe krzyczy niby paw.
Wysoka ?wieca jak o?ówek
na stole moim. Ojca twarz
w ?a?obnej ramie... Szeptem mówi?,
a wiem, ?e g?os mój silny nazbyt
wysoko idzie. U?miech gwiazdy
mi?o?ci pe?en i ironii
niedba?ym cierniem wokó? skroni,
i cisza, w której ?pi?cych oddech
nasila si?, fujark? ciecze,
Źrenicom zwartym ka?e odej??
na kraw?d? rzeczy niecz?owieczej.
Kiedy sp?owieje chmury brzeg
zahucz? dzwonki i weselne
m?yny potocz? ko?a swe,
b?azen zapieje, skrzypce pe?ne
melodii b?d?. ?piew i gwizd
poniesie cz?owiek w przestrze? znan?
i swej ojczyzny wierny syn
rozkoszy sennej odda cia?o.
A blisko - mur omsza?y chroni
spokoju tych, co d?oni wierz?c
i mi?o?? mierz?c ostrzem broni
upadli w piasek twarz? szczer?.
Szyderczy krzy? imiona proste
ocieni? ch?tnie; jeszcze s?ycha?
bojowy marsz i bliski pocisk,
co grobem by? im i ko?ysk?.
Szeroki ob?ok drog? sunie,
szcz?kaj? osie, bagnet w?ski
jak ob?amany cier? ga??zki
nad ramionami dr?y i b?yska
i pie?? radosna w g?stej ?unie
ma gniazdo trudne i nazwisko.
Ten czas, ta noc, ta ziemia czarna
potrafi zwodzi?, serca grono
zaciska? mocno jak ty warg?,
która znów s?owo da potomne.
Jeste? jak ja zapewne: czas
op?ywa lekko cia?o twoje
jak ryb? szybk?; oczy masz
pojone ?wiat?em, co koron?
wij?c nad ziemi? tw? przemija.
Mo?e jak ja w swej d?oni chwil?
dymi?c? pie?cisz, w pier? kierujesz
cz?owieka, który mow? dziwn?
na krzy?ach tak?e imi? pisze.
I mo?e ty znów nad ojczyzn?
pos?pny szlak pocisku widzisz
i drzewa kszta?ty jak szubienic
skrzypi? ci gro?nie, ostro l?ni?,
a serce dzwoni jak z?y pieni?dz,
gdy patrzysz chmurnie poprzez noc.
A wtedy kocha? ci wypadnie
niewielki obszar, gdzie piramid
malutkie grudki le?? na dnie,
a z wierzchu zwi?d?y kwiat lub kamie?.
A wtedy - mierz?c sercem sk?pym
swój krok i s?owo ju? daremne
podasz jak laur d?onie obie
i kocha? b?dziesz razem ze mn?.
Cokolwiek pieszcz? d?onie nasze,
niewierne jest: czy li??, czy woda
przecieka poprzez palce; twarz si?
odsuwa bliska w cienie g?ste
i tak odsuwa si? nam m?odo??
i rado?? prosta, ?e jeste?my.
A wtedy t?skni? nam wypadnie
i patrze? w czas jak w ksi??yc wsteczny,
gdzie p?omie? hucza?, broni granie
g?uszy?o szmer i brzóz, i leszczyn,
a wtedy chmur ponury kr?g
b?dzie nam dziwny, bo nie znany,
gdy zamiast cienia lotnych maszyn
objawi si? pogodny go??b
i ksi??yc w trawach niby d?o?
co niegdy? he?mem wie?czy? czo?o.
Tak b?dzie tylko. Miasto, w którym
do ciebie pisz? - stoi ciemne,
cho? zwykle s?o?ce li?e mury
spryskane pismem krwi daremnej.
Cz?owiek przechodzi tam niewielki
i oczy zwraca ?alem zbrojne,
jak ja do ciebie poprzez wieki
bezbronne s?owo i opowie??.
Oto na papier mój upada
jak ?ma lub niewiadomy komar
brz?czenie stali. ?lepy granat
usta po?o?y? na powietrzu
i ten jest ?piew, co uczy? wcze?nie
mi?o?ci mojej i pokory.
I ta jest wiedza we mnie mocna,
i ten jest tylko chudy ?piew:
fujark? by? mi grom i pocisk
i ogie? barwi? krzepko sen.
I spe?ni? wi?cej si? nie mo?e,
bo to ju? kres i p?ynno?? wieczna.
Stalówki mojej sine ostrze
jak serce trwanie me okre?la ?
i znowu noc. Powieka spada
ak trumny wieko, pióro za?
wysmuk?ym krzy?em w palcach ro?nie
i ledwie b?yska ciemna gwiazda
jak odblask niklu albo ko?ci.
W tym kraju smutnym pe?nym gwiazd
samotne trwanie, m?odo?? chrobra
i sen pod p?ugiem, co jak or?a
z?amane skrzyd?o idzie nisko.
Dalekie niebo si? nachyla
i ufnie b?yska lot motyla,
lecz cz?owiek r?ce nie jak skrzyd?a,
a bro? ?mierteln? z sob? d?wiga.
I nigdy ust nie zmieni w skrzypce,
a oczu w ?wiat?o. Ogie? czysty
na bark m?cze?stwo, serca trwog?
przyjmuje w siebie. W?asny portret
w?ród chmur spalonych siark? widzi.
I wtedy spada j?kiem miedzi
mozolne s?owo, warga puchnie
jak mnie, cho? znowu szeptem tylko
do ciebie mówi?.
I wiem, ?e chyl?c g?ow? trudn?
nad liter bruzd? - widzisz jeszcze
mój obraz: id? przez powietrze,
a za mn? miasto moje idzie.
Niebiosa gór?, echo tr?b
i mocny oddech tych, co ?pi?
podwójnym trwaniem: pierwsze chroni
omsza?y mur za stosem broni,
a drugie - po?ciel bia?a spi?trza.
Ten czas, ta noc i ja bez miejsca
nad tob? wa?? si? i ucz?:
ostatni sen, a bole?? pierwsza
i s?ona mi?o?? nad ojczyzn?.
I znowu noc i ziemia jedna
powi??e nas. Na stole moim
warkoczem jasnym cichnie ?wieca
i dom nade mn? cicho stoi,
a z g??bi czarnej, jakby z mieszka
wychodz? ?wiaty. Starczy oczom
powieki ma?ej, aby t?o
powsta?o jasne, gwiazdy szpon
i nierozumny krzyk stworzenia.
Niewiele wiem jak ty zapewne:
idziemy razem patrz?c czujnie:
ty - na gwia?dzistym, prostym niebie
szukasz p?omienia i mnie w ?unie,
ja - odwrócony - serce pe?ne
mi?o?ci smutnej nios? jak
?o?nierz mogi?? pod swym he?mem
niesie przez czas.
--
Publikacja pobrana z serwisu www.poema.art.pl
|