|
|
|
Witamy w serwisie poetycki.net
Znajdziecie tu wiersze, poematy i liryki zarówno autorów, którzy na stałe zapisali się złotymi zgłoskami w historii polskiej literatury, jak również próbkę twórczości autorów mało znanych, często dopiero rozpoczynających swoją podróż do wnętrza duszy.
Mamy nadzieję, że wiersze zaprezentowane tutaj staną się dla każdego z nas pewną odskocznią od rzeczywistości.
Potopienie
Pewnego pi?knego dnia spotka?em Zag?ob?,
To, co us?ysza?em ja - przekazuj? Tobie.
Wszystko w pierwszej osobie spisane zosta?o.
Wielmo?nemu Zag?obie, Panu, jakich ma?o,
?e opisa? pozwoli? swoich kompanierów,
W zamian si? zadowoli? kufeleczkiem chmielu...
Dzi?kuj?, wi?c stokrotnie, za pomoc wszelak?,
Uwieczniam bezpowrotnie tre?? nie byle jak?...
Jan Onufry Zag?oba, jam jest herbu Wczele,
Cz?owiek wielkiego s?owa, cz?ek o s?usznym ciele.
Odwa?ny i waleczny, m?dry, jak i sprytny,
Dla wroga niebezpieczny i niezwykle bitny.
Jakem Ci pan Zag?oba, mocarz znamienity,
Chocia? mocna ma g?owa, ci?glem jest upity.
Jam wierniejszy jest ni? pies, ojczy?nie oddany,
Nie jak Radziwi?? - ten bies, jeden zak?amany...
Nie daj wa?? wiary jemu, ani jego bratu,
Temu sfrancuzia?emu przyb??dzie, psubratu.
Oni - zdrajcy najwi?ksi, ojczyzn? sprzedali,
Pragn?c by? najwa?niejsi, przysi?g? z?amali.
Lecz Maryja Naj?wi?tsza, za to ich ukarze,
I kara najgor?tsza, dla nich - za potwarze.
Có? oni uczynili obecno?ci? swoj??
Polsk? nasz? zniszczyli, ludzie si? ich boj?...
Nie l?kajcie si? ludzie, nadci?ga zbawienie,
Pan Kmicic i Pan Micha?, dadz? ukojenie.
Micha? Wo?odyjowski, wa?pan tak waleczny,
Jak donosz? pog?oski: rozg?os mu zbyteczny.
Jego s?awa nie zblednie przy czynach Kmicica,
I nigdy te? nie zwi?dnie w r?kach Babinicza.
Bo blask jej tak jasny jest - nadejdzie taki dzie?,
Po?o?? przemocy kres, a? krew poleje si?...
Brunatna krew z?oczy?ców, od uczynków czarna,
Ich cia?a pe?ne si?ców - to pociecha marna,
Bo nic ?ycia nie wróci naszym kompanierom:
Wszystkim zamordowanym polskim oficjerom,
Nikt i nic ich nie wskrzesi, zabrano im dusze,
Zanim ON ich powiesi?, prze?yli katusze...
Mord bestialski, okrutny, nie godny rycerza.
On - Radziwi??, Pan Butny - styl dzikiego zwierza,
Który to z wielk? pasj? po?era ofiar?,
Lecz zwierz zabija z gracj?, udaj?c poczwar?.
Nawet pi?knej poczwary - zwierzem nie uczynisz,
Sp?on? - ci ma?ej wiary: masoni, kalwini...
Carolus Gustavus Rex - s?owa z ust blu?niercy,
Carolus Gustavus precz - ?mier? daj innowiercy.
Jakem Ci ju? wcze?niej rzek?, jam niezwykle sprytny,
Wo?odyjowskiego - wiek, wojak to wybitny.
Bo lepszego szermierza nie ma na tym ?wiecie,
W?a?nie jemu powierzam misj? t?, w sekrecie...
On - dowódca odwa?ny, zdolny do zwyci?stwa,
Cz?owiek niezwykle wa?ny, wojak pe?en m?stwa.
Pokonawszy Kmicica, odebra? mu dum?,
Andrzej straciwszy lica wp?dzi? nas w zadum?...
Pan Micha? na pytanie, jedno nie odpowie:
?Czym jest odwaga Panie??, oto w jego g?owie,
Ból swej ojczyzny koj?c, boja?ni - on nie zna,
Nigdy te? si? nie boj?c strachu nie okie?zna.
Kiedy nie wiesz, co to strach - nie wiesz, czym odwaga,
Lecz Micha? - odwa?ny lach, a w sercu powaga...
Rycerz to ma?y wzrostem, jednak w duchu wielki,
Zwyci??a wielkim kosztem, za co wielkie dzi?ki!
Drugim moim kamratem, by? Pan Andrzej Kmicic.
Móg?bym go nazwa? bratem, lecz nie mog?em chwyci?
Tych jego obyczajów... Zmienny jak pogoda:
Raz jest na czele kraju, to znowu si? chowa...
Aby to wszystko poj??, w to wg??bi? si? trzeba,
Czerwone wino ?oj?c, rwa? kawa?ki chleba,
Straci? wszystkich przyjació?, zaufanie ludzi,
Rozmia?d?y? nieprzyjació?, ze snu si? obudzi?,
Wnet przywdzia? nowe fraki, sta? si? Babiniczem,
Ze z?ego zabijaki, osta? si? paniczem.
Trzeba kogo? pokocha?, tak z ca?ego serca,
Zapomnie? o k?opotach, sytuacjach, miejscach.
Panna Bilewiczówna wybrank? si? sta?a,
Nikt, wi?c jej nie dorówna, gdy go pokocha?a.
Jednak to ich uczucie wolno dojrzewa?o
Bez rado?ci i uciech, a? eksplodowa?o.
Ile? to razy Kmicic wspomina? panienk?,
Ile? próbowa? chwyci? to dziewcz? za r?k?,
Ile? to razy panicz marzy? o ca?usie,
Lecz nie przekroczy? granic, cho?... Uleg? pokusie.
Jeden jedyny razik pogwa?ci? sw? wierno??,
Dobrodziejów obrazi?, okaza? bezczelno??.
Zbezcze?ci? on obrazy, figlowa? z pannami,
Piwa sobie nawa?y?, wraz z kompanierami.
Piwa przys?owiowego, jak puszka Pandory,
Browaru niesmacznego, browaru pokory,
Lecz nie o tym mi dzisiaj, tutaj opowiada?,
Bo co kraj to obyczaj - mo?na by zagada?.
Powró?my do tematów co?my omawiali,
Na zasadzie kontrastów, w par? si? dobrali:
On - porywczy, nami?tny, ona - niedost?pna,
On jest bardzo zawzi?ty, ona - bardzo pi?kna,
Jego symbolem - ogie?, ona jak lód zimna,
On - cz?sto traci? g?ow?, Ole?ka jest inna:
Delikatna, subtelna, szlachetna i mi?a,
J?drusiowi wci?? wierna, serca nie straci?a.
Serduszka do mi?o?ci, by kocha? wybranka,
Pomimo chwil s?abo?ci, uwielbia kochanka.
Jaki z niego kochanek, wie tylko Ole?ka,
On - jako jej wybranek, wszystko wie o wdzi?kach...
O mi?o?ci dozgonnej - do grobowej deski,
O mi?o?ci bezbronnej, jak s?owa tej pie?ni.
?yciorysy splecione tych ?askawych ludzi,
Si?y niezwyci??one, szukaj?ce z?udze?,
Wierz? w Rzeczpospolit?, w Boga, Ojca, Syna,
Wierz? w Polsk? pobit?, Ona to jedyna
Da?a ludziom nadziej?, na bezpieczne jutro:
Na ?wi?teczn? niedziel?, ?e wojn? okrutn?
Wreszcie co?, kto? zako?czy. Zwa?nione narody,
W?ze? przyja?ni z??czy... Zielone ogrody
Wreszcie faktem si? stan?, a bujn? zieleni?
Szwedzk? barier? z?ami?, Twe ?ycie odmieni?.
Sza... Pami?tam kolego, gdym jecha? na wozach,
Rocha... No Kowalskiego - g?upiego jak koza,
Dzi?ki niemu ?em uszed? z obozu wrogiego,
Tam zal??ek okrucie?stw, dla cz?eka dobrego.
Pobieg? ?em po ratunek, na pomoc kamratom,
I ca?y ekwipunek, z zaci??n? armat?
Przed nos Szwedom wyjecha?, pi?kne zamieszanie,
A kiedy wróg ucieka?, odbi?em kompani?!
Niezbyt liczn?, co prawda, jednak dobre dusze,
Uchroni?em od bagna, ?mierci przez katusze.
Ja dla nich to zrobi?em, pro publico bono.
Ja z nimi zwyci??y?em armi? rozs?awion?.
Pro memoria pomog?em, jak równie? dla chwa?y,
Do Sapiehy poci?g??m batalionik ca?y.
?Ma?y Rycerz? i Kmicic, to patrioci wielcy.
Móg?bym od nich po?yczy?: serca i pieni?dzy.
Serce do walki maj?, jak nikt na tym ?wiecie,
Sw? ojczyzn? kochaj?, zreszt? sami wiecie.
A dlaczego pieni??ków, drodzy przyjaciele?
Otó? tych cennych kr??ków,nigdy nie za wiele.
Oto historia moja w tych feralnych czasach,
Niechaj opowie?? twoja uczy pewnych zasad...
Tymi oto s?owami, zako?czy? Zag?oba
Gaw?d? miedzy nami, a s?ów nie ?a?owa?.
Histori? t? zas?ysza? niejaki Sienkiewicz
I trylogi? napisa? - rzecz sporów, polemik.
Ta opinia, mój drogi, która mnie uj??a,
Wszystkie ksi?gi trylogii - to s? arcydzie?a.
Prawda to absolutna, Sienkiewicz - Pan S?owa,
Niczym mistrzowie p?ótna obraz namalowa?.
Naszej Polski obrazek - Rzeczypospolitej,
Pi?kne polskie pejza?e, na ziemi podbitej.
Smutn? o Polsce prawd?, pomiesza? on z fikcj?,
Uczyni? te? nieprawd? rzecz? oczywist?.
Bo trylogia to powie?? na faktach oparta,
Henryk stara? si? dowie??, ?e gra ?wieczki warta.
W tym to opowiadaniu, ho?d ja jemu sk?adam,
My?l?c o dorównaniu - wnet pióro przyk?adam.
|