Zapraszamy do odwiedzenia Chorwacji, gdzie piękna pogoda jest gwarantowana a wspaniałe zabytki i przyroda usatysfakcjonują gusta każdego - Chorwacja serdecznie zaprasza.
najpopularniejsze wiersze

1. Autor: Adwentowicz Artur

Tytuł: Oda do mi?o?ci z Alp

Odsłon: 18541

2. Autor: Kijanka Mateusz

Tytuł: Kiedy jestem sam

Odsłon: 11310

3. Autor: Cyl Aniela

Tytuł: Pasterz

Odsłon: 10563

4. Autor: Twardowski Jan

Tytuł: Do albumu

Odsłon: 10560

5. Autor: Baczy?ski Krzysztof Kamil

Tytuł: Mi?o??

Odsłon: 10217

6. Autor: Janota Artur

Tytuł: Spotkanie

Odsłon: 9966

7. Autor: Szymborska Wis?awa

Tytuł: Nic dwa razy

Odsłon: 9276

8. Autor: Przerwa-Tetmajer Kazimierz

Tytuł: Lubi?, kiedy kobieta...

Odsłon: 8241

9. Autor: Szpinda Anna

Tytuł: Bydgoskie Stare Miasto

Odsłon: 6758

10. Autor: Dol?ga Aleksandra Agata

Tytuł: Miniaturki (AAD)

Odsłon: 6599

 
witamy

Witamy w serwisie poetycki.net

Znajdziecie tu wiersze, poematy i liryki zarówno autorów, którzy na stałe zapisali się złotymi zgłoskami w historii polskiej literatury, jak również próbkę twórczości autorów mało znanych, często dopiero rozpoczynających swoją podróż do wnętrza duszy.

Mamy nadzieję, że wiersze zaprezentowane tutaj staną się dla każdego z nas pewną odskocznią od rzeczywistości.

Staruszeczki

Autor: Baudelaire Charles Pierre

Tytuł: Staruszeczki

Wyświetleń: 318

W odwiecznych stolic ?wiata b??dnik w??owaty,
Gdzie wszystko, nawet groza, w zachwyt si? przemienia,
Melancholia fatalna p?dzi mnie na czaty,
?ledzi? dziwne, zawi?d?e, ""czarowne stworzenia.

Te monstra roztrz?sione to niegdy? kobiety,
Eponina czy Lais! Kochajmy je przecie!
Wszak duch ludzki o?ywia jeszcze te szkielety.
W swych dziurawych spódnicach wci?? pe?zn? po ?wiecie,

Na srogim wichrze w lekkich tkaninach zzi?bni?te
Dr??, gdy obok nich p?dz? z hukiem omnibusy,
Przyciskaj? do boku jak relikwie ?wi?te
Woreczki wyszywane w kwiaty lub rebusy.

To biegn? sztywnym truchtem - zupe?ne laleczki,
To wlok? si? powolnym rannych zwierz?t ruchem
Lub ta?cz?, nie chc?c ta?czy? - ?a?osne dzwoneczki,
Gdy je ci?gnie okrutny Demon! W ciele kruchem

Maj? wzrok, co jak ?wider w g??b duszy si? wkr?ca,
Oczy l?ni?ce jak noc? czarne topieliska.
Ich ?renica, jak boska ?renica dziewcz?ca,
Dziwi si? i u?miecha temu, co po?yska.

Widzieli?cie, jak cz?sto s? staruszek trumny
Prawie takie male?kie jak trumienki dzieci?
To symbol - r?k? ?mierci stworzony rozumnej -
Symbol dziwaczny, w?adny, za którym my?l leci.

Kiedy takie widziad?o w?t?e niesko?czenie
Widz? w?ród rojowiska wielkiego Pary?a,
Zawsze mi si? wydaje, ?e kruche stworzenie
Do swej nowej ko?yski powoli si? zbli?a.

Czasem te?, geometrii rozwa?aj?c prawa,
Mierz?c okiem tych cz?onków niezgodn? budow?,
My?l?, jak?e to skrzynki stolarz powykrawa,
By do tych cia? zamkni?cia sta?y si? gotowe.

- Te oczy to bezdenne gorzkich ?ez cysterny,
Tygle, gdzie p?ynne z?oto ?ci??a ch?odów si?a,
Te dziwne oczy maj? czar wielki, niezmierny
Dla tych, których Niedola piersi? wykarmi?a!

II

Z Frascati zakochana Westy s?u?ebnica,
Talii kap?anka, której zna? imi? - niestety!
Jedynie zmar?y sufler ta s?awna wietrznica,
Znana niegdy? w Tivoli parkach - te kobiety

Wszystkie mnie upajaj?! Lecz pomi?dzy niemi
S? takie, którym miodu cierpienia potrzeba.
Te rzek?y Po?wi?ceniu rw?c si? wzwy? od ziemi:
"Pot??ny Hipogryfie, nie? mi? a? do nieba!"

Jedna z nich przez ojczyzn? dana poniewierce,
Na drug? m?? jej zwali? ci??kie bólu brzemi?,
Inn? - Madonn? - dziecko pchn??o sztyletem w serce.
Ich ?zy, jak wielka rzeka, zala?yby ziemi?!

III

Ach, jak cz?sto staruszki ?ledzi?em z uboczy!
Jedna z nich o tej porze, gdy s?o?ce zapada
I po niebie jak z rany krwi koralem broczy,
Zamy?lona siedzia?a na ?awce, tak rada

Pos?ucha? tej muzyki wojskowej, co spi?em
Wstrz?sa cicho stoj?ce naszych parków drzewa,
W z?oty wieczór bi? sercom ka?e t?tnem chy?em
I nieco bohaterstwa w serca mieszczan wlewa.

Staruszka ?piew ch?on??a wojenny, ochoczy -
Prosta jeszcze i dumna, w ?o?nierskiej postawie,
Jak stary orze? czasem otwieraj?c oczy,
A czo?em marmurowym budz?c my?l o s?awie!

IV

Tak kroczycie bez skargi, niczym nie ugi?te,
Ka?da z was w miast chaosie ?ywych zagubiona,
Wy, matki bole?ciwe, kurtyzany, ?wi?te,
Których ?wiat niegdy? s?awne powtarza? imiona.

Was, co?cie by?y wdzi?kiem, co?cie by?y chwa??,
Nikt nie zna! Bezczelnego tylko pijanicy
Us?yszycie szydercz? zaczepk? zuchwa??
Albo zel?y was dziecko spodlone ulicy.

Wstydz?ce si? istnienia, pokurczone cienie,
Idziecie chy?kiem, zgi?te, boj?c si? wszystkiego,
I nikt was nie pozdrawia (dziwne przeznaczenie!),
Szcz?tki ludzkie, do ?ycia dojrza?e wiecznego!

Ale ja, co z oddali patrz? na was tkliwe,
Trwo?nym okiem niepewne wasze ?ledz?c kroki,
Jakbym ojcem by? waszym, o szczególny dziwie!
Nie wiecie, jak rozkoszy doznaj? g??bokiej:

Pierwszych wzrusze? rozkwity znów prze?ywam z wami,
Widz? wszystkich dni waszych mroki i promienie,
Po stokro? ?yj?, ?yj?c waszymi b??dami,
Cnoty wasze w mej duszy rozlewaj? l?nienie!

Szcz?tki! Rodzino moja! Dusz pokrewny ?wiecie!
Co wieczora na wieki b?d? mi pozdrowiony!
Osiemdziesi?cioletnie Ewy, gdzie? b?dziecie
Jutro, gdy na was spadn? straszne Boga szpony?