|
|
|
Witamy w serwisie poetycki.net
Znajdziecie tu wiersze, poematy i liryki zarówno autorów, którzy na stałe zapisali się złotymi zgłoskami w historii polskiej literatury, jak również próbkę twórczości autorów mało znanych, często dopiero rozpoczynających swoją podróż do wnętrza duszy.
Mamy nadzieję, że wiersze zaprezentowane tutaj staną się dla każdego z nas pewną odskocznią od rzeczywistości.
Staruszeczki
W odwiecznych stolic ?wiata b??dnik w??owaty,
Gdzie wszystko, nawet groza, w zachwyt si? przemienia,
Melancholia fatalna p?dzi mnie na czaty,
?ledzi? dziwne, zawi?d?e, ""czarowne stworzenia.
Te monstra roztrz?sione to niegdy? kobiety,
Eponina czy Lais! Kochajmy je przecie!
Wszak duch ludzki o?ywia jeszcze te szkielety.
W swych dziurawych spódnicach wci?? pe?zn? po ?wiecie,
Na srogim wichrze w lekkich tkaninach zzi?bni?te
Dr??, gdy obok nich p?dz? z hukiem omnibusy,
Przyciskaj? do boku jak relikwie ?wi?te
Woreczki wyszywane w kwiaty lub rebusy.
To biegn? sztywnym truchtem - zupe?ne laleczki,
To wlok? si? powolnym rannych zwierz?t ruchem
Lub ta?cz?, nie chc?c ta?czy? - ?a?osne dzwoneczki,
Gdy je ci?gnie okrutny Demon! W ciele kruchem
Maj? wzrok, co jak ?wider w g??b duszy si? wkr?ca,
Oczy l?ni?ce jak noc? czarne topieliska.
Ich ?renica, jak boska ?renica dziewcz?ca,
Dziwi si? i u?miecha temu, co po?yska.
Widzieli?cie, jak cz?sto s? staruszek trumny
Prawie takie male?kie jak trumienki dzieci?
To symbol - r?k? ?mierci stworzony rozumnej -
Symbol dziwaczny, w?adny, za którym my?l leci.
Kiedy takie widziad?o w?t?e niesko?czenie
Widz? w?ród rojowiska wielkiego Pary?a,
Zawsze mi si? wydaje, ?e kruche stworzenie
Do swej nowej ko?yski powoli si? zbli?a.
Czasem te?, geometrii rozwa?aj?c prawa,
Mierz?c okiem tych cz?onków niezgodn? budow?,
My?l?, jak?e to skrzynki stolarz powykrawa,
By do tych cia? zamkni?cia sta?y si? gotowe.
- Te oczy to bezdenne gorzkich ?ez cysterny,
Tygle, gdzie p?ynne z?oto ?ci??a ch?odów si?a,
Te dziwne oczy maj? czar wielki, niezmierny
Dla tych, których Niedola piersi? wykarmi?a!
II
Z Frascati zakochana Westy s?u?ebnica,
Talii kap?anka, której zna? imi? - niestety!
Jedynie zmar?y sufler ta s?awna wietrznica,
Znana niegdy? w Tivoli parkach - te kobiety
Wszystkie mnie upajaj?! Lecz pomi?dzy niemi
S? takie, którym miodu cierpienia potrzeba.
Te rzek?y Po?wi?ceniu rw?c si? wzwy? od ziemi:
"Pot??ny Hipogryfie, nie? mi? a? do nieba!"
Jedna z nich przez ojczyzn? dana poniewierce,
Na drug? m?? jej zwali? ci??kie bólu brzemi?,
Inn? - Madonn? - dziecko pchn??o sztyletem w serce.
Ich ?zy, jak wielka rzeka, zala?yby ziemi?!
III
Ach, jak cz?sto staruszki ?ledzi?em z uboczy!
Jedna z nich o tej porze, gdy s?o?ce zapada
I po niebie jak z rany krwi koralem broczy,
Zamy?lona siedzia?a na ?awce, tak rada
Pos?ucha? tej muzyki wojskowej, co spi?em
Wstrz?sa cicho stoj?ce naszych parków drzewa,
W z?oty wieczór bi? sercom ka?e t?tnem chy?em
I nieco bohaterstwa w serca mieszczan wlewa.
Staruszka ?piew ch?on??a wojenny, ochoczy -
Prosta jeszcze i dumna, w ?o?nierskiej postawie,
Jak stary orze? czasem otwieraj?c oczy,
A czo?em marmurowym budz?c my?l o s?awie!
IV
Tak kroczycie bez skargi, niczym nie ugi?te,
Ka?da z was w miast chaosie ?ywych zagubiona,
Wy, matki bole?ciwe, kurtyzany, ?wi?te,
Których ?wiat niegdy? s?awne powtarza? imiona.
Was, co?cie by?y wdzi?kiem, co?cie by?y chwa??,
Nikt nie zna! Bezczelnego tylko pijanicy
Us?yszycie szydercz? zaczepk? zuchwa??
Albo zel?y was dziecko spodlone ulicy.
Wstydz?ce si? istnienia, pokurczone cienie,
Idziecie chy?kiem, zgi?te, boj?c si? wszystkiego,
I nikt was nie pozdrawia (dziwne przeznaczenie!),
Szcz?tki ludzkie, do ?ycia dojrza?e wiecznego!
Ale ja, co z oddali patrz? na was tkliwe,
Trwo?nym okiem niepewne wasze ?ledz?c kroki,
Jakbym ojcem by? waszym, o szczególny dziwie!
Nie wiecie, jak rozkoszy doznaj? g??bokiej:
Pierwszych wzrusze? rozkwity znów prze?ywam z wami,
Widz? wszystkich dni waszych mroki i promienie,
Po stokro? ?yj?, ?yj?c waszymi b??dami,
Cnoty wasze w mej duszy rozlewaj? l?nienie!
Szcz?tki! Rodzino moja! Dusz pokrewny ?wiecie!
Co wieczora na wieki b?d? mi pozdrowiony!
Osiemdziesi?cioletnie Ewy, gdzie? b?dziecie
Jutro, gdy na was spadn? straszne Boga szpony?
|